Hermiona Granger siedziała w swoim ulubionym, czerwonym fotelu ze złotymi akcentami na obiciach i czytała książkę. Kubek gorącej czekolady, dobra książka i cisza. To zdecydowanie trzy jej ulubione rzeczy. Wróciła dziś wcześniej z Ministerstwa i miała chwilę dla siebie. Póki On nie wróci.
Przewinęła kartkę i spojrzała na swoją dłoń, gdzie na serdecznym palcu znajdował się piękny, brylantowy pierścionek zaręczynowy. Kamienie w kolorze złota i srebra, pasowały do siebie wręcz idealnie. Ale jak to się zaczęło?
I rok
Stała z rodzicami na peronie King Cross w Londynie, wypatrując peronu 9 i 3/4.
- Hermiono, nie zrozum mnie źle, ale to chyba nie istnieje. Widzisz? W tym liście, który wręczyła nam ta pokręcona pani trzeba szukać peronu, którego nie ma. - ojciec właścicielki imienia westchnął zrezygnowany. Od dobrej godziny pytają się przechodniów o miejsce odjazdu pociągu do Hogwartu i jak zwykle nikt, nic nie wie. Wychodzą na idiotów, prosząc o pomoc konduktora, a nie chcą zawieść córki, która od zawsze wykazywała magiczne zdolności. Dochodziła 11. O tej godzinie odjechać miał pociąg.
- Mamo! Ta dziewczynka właśnie wbiegła w ścianę! - woła Hermiona do rodzicielki, wskazując na peron numer 9.
- Hermiono nie gadaj głupstw. - poucza córkę starsza kobieta i kiwa głową.
- No to chodź, zobacz! - kasztanowłosa dziewczynka kieruje ją w tamtą stronę. Nie wierzy własnym oczom. Zgraja chłopców o płomiennie rudych włosach właśnie wbiegła w ścianę i zniknęła. Przepadli, tak po prostu. Magicznie. Matka dopytuje córkę i życzy jej powodzenia, ojciec ściska i całuje w policzek, a dziewczynka macha im. Bierze w ręce swój kufer i z całych sił biegnie prosto w ścianę. Zamyka oczy myśląc, że zaraz się rozbije. Jednak nic takiego nie następuje. Znajduję się w niedostępnej dla mugoli części stacji. Udało jej się. Spojrzała na wielki zegar, umieszczony o środku pomieszczenia. Do odjazdu zostało 10 minut, wyjęła z koperty bilet i wsiadła do pociągu. Zaczęła poszukiwać wolnego przedziału. W jednym siedział blond włosy chłopiec, smutny i przygnębiony. Twarz czerwona, zapewne od płaczu, oczy jeszcze mokre.
- Coś się stało? - spytała, wchodząc do przedziału. Blondyn odruchowo odwrócił głowę w jej stronę i pokiwał przecząco głową.
- Jestem Hermiona Granger - przedstawiła się i usiadła na przeciwko.
- Malfoy, Draco Malfoy - powiedział, prostując się.
- Więc dlaczego płakałeś? - spytała po chwili.
- Nie ważne - odpowiedział. Podróż minęła im zaskakująco szybko. Dowiedzieli się o sobie wielu rzeczy. Nim się obejrzeli byli już w Hogwarcie i czekali na Ceremonię Przydziału.
- Do jakiego domu chcesz trafić? - spytał blondyn dziewczyny.
- Nie wiem - zawahała się.
Ona trafiła do Gryffindoru. On do Slytherinu. Jednak pomagali sobie nawzajem w nauce i w pewien sposób zaprzyjaźnili się. Ślizgon i Gryfonka. Nieprawdopodobne, a jednak.
II rok
Początek roku szkolnego. Wchodzili właśnie do Wielkiej Sali, a blondyn jej unikał. Czuła się jak powietrze. Próbowała do niego zagadać jednak odwracał głowę i ściana stawała się dla niego bardzo interesującym przedmiotem. Dlaczego tak postępował? Jeden wyraz. Ojciec. Lucjusz Malfoy, członek Rady Nadzorczej Hogwartu, pracownik w Ministerstwie i sługa Czarnego Pana. Inaczej zwany śmierciożerca.
,, Szlamy? Trzeba się ich pozbyć! Nic nie wnoszą w nasz świat, tylko szkodzą! Jak robaki!"
,, W przyszłości będziesz służył Czarnemu Panu, a ja osobiście dopilnuję, aby miał z Ciebie pożytek"
Te słowa, każdy mieszkaniec Malfoy Manor słyszał wręcz codziennie przez ostatnie 2 miesiące. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie spotkanie w połowie sierpnia na ulicy Pokątnej. Księgarnia ,,Esy i Floresy", jak zawsze tłoczna i zapełniona w tym roku przez zdesperowane fanki Gilderoy'a Lockhart'a. Nowego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią w Hogwarcie. Hermiona rozmawiała właśnie ze swoim przyjacielem, kiedy zobaczyła, że zbliża się do nich wysoki czarodziej z długimi, blond włosami. Odziany był w czarną pelerynę i opierał się na lasce, zakończonej głową węża. Jak się okazało był to ojciec Draco. Chłopiec pożegnał się i odszedł. Następnie widziała go na dziedzińcu, a nawet przeprowadziła z nim zwięzłą wymianę zdań.
,,Jesteś nic nie wartą szlamą!"
Słowa te uderzyły w nią jak bumerang. Oczy jej napełniły się łzami, a warga zaczęła drżeć. Pobiegła do zamku i zamknęła się w łazience. Płakała, nie sądziła, że może się tak zmienić. Był to najgorszy okres w jej życiu.
III rok
Nie odzywali się do siebie. Można powiedzieć, że oficjalnie byli wrogami. Współczuła mu trochę, gdy zaatakowany został przez hipogryfa. Jednak należało mu się. Był samolubny, arogancki i cyniczny. Wszystkich wokół mieszał z błotem. Hermiona nie pochwalała takiego zachowania i omijała go szerokim łukiem.
Siedziała właśnie na zajęciach z wróżbiarstwa lekko oburzona uwagą profesor Trealawney. Wpatrywała się w szklaną kulę przed sobą. Nagle przezroczysty przedmiot wypełnił się mgłą, a dziewczyna zobaczyła w nim siebie i chłopaka o jasnych włosach.
******************************
Witajcie kochani!
Nie rozdział, lecz miniaturka Dramione z okazji 2000 wejść. Jest to część pierwsza. ,,Zwierciadło Ain Eingarp" dodam w sobotę, tak samo jak rozdział. Co myślicie o takich miniaturkach od czasu do czasu?
Czytasz - komentujesz.
Pozdrawiam,
Ruby Vine
czwartek, 14 maja 2015
poniedziałek, 11 maja 2015
Rozdział 3 ,,Incendio"
Wbiegła do dormitorium, wyjęła z kufra potrzebne podręczniki i pobiegła w stronę lochów. Szybko schodziła po krętych schodach. Stanęła przed wejściem do sali i oparła się o marmurową ścianę, wzdychając ciężko. Eliksiry. Jak ona nienawidziła tego przedmiotu. Nie z powodu mega wkurzającego nauczyciela z tłustymi włosami, nienawidzącego z całego serca gryfonów i faworyzującego w kółko ślizgonów. Rose Weasley po prostu talentu do eliksirów nie miała. Była to jej Pięta Achillesa, odziedziczona po ojcu. Gdy zabrzmiał dzwonek weszła do sali i usiadła w ławce na końcu obok Erici. Na samym początku siedzieli Albus i Scorpius. Najlepsi uczniowie z tego roku. Jak to określił profesor Slughorn na początku ich nauki w Hogwarcie - wrodzony talent. Od razu załapali się na czwartkowe podwieczorki u nauczyciela. Ale z Horacym było coraz gorzej. Przez wojnę podupadł na zdrowiu i po raz drugi musiał wybrać się na emeryturę. Na swoją posadę wrócił Wielki Mistrz Eliksirów oraz postrach szkoły - Severus Snape. Rose na drugim roku, gdy tylko usłyszała o zmianie w gronie pedagogicznym, wmawiała sobie, że nie może On być taki zły. Tym bardziej w stosunku do dzieci, którymi jeszcze byli dwunastolatkowie. Jednak kolejnego wieczoru pożałowała swoich myśli i całkowicie sobie zaprzeczyła. Już drugiego dnia nazwana została Panną-Wiem-To-Wszystko-Tylko-Brakuje-Mi-Wiedzy-Z-Eliksirów. Rozpakowała swoje podręczniki i w skupieniu czekała na nauczyciela. Drzwi od sali gwałtownie otworzyły się, a do środka wszedł starszy mężczyzna z długimi, czarnymi włosami. Stanął przy biurku i machnął różdżką, zapalając świece.
- Witam na pierwszej w tym roku lekcji eliksirów. Za rok czekają Was OWUTEMY, do których postaram się Was należycie przygotować. Rok szkolny rozpoczniemy małym testem wiedzy z poprzednich lat. - powiedział i zaczął przyglądać się lekko zlęknionym uczniom, którzy na słowo ,,test wiedzy" zaczęli przekartkowywać podręczniki.
Wszyscy oprócz Rose, która potajemnie czytała książkę od Obrony Przed Czarną Magią.
- Panno Zabini, co powstanie gdy wymieszamy kolpien z drillewem? - spytał podchodząc do ławki dziewczyn.
-Aromat, przez który na parę dni osoba przestanie się jąkać. - wyrecytowała patrząc na profesora.
- Dobrze. Panno Weasley, może by pani choć trochę posłuchała odpowiedzi zdolniejszych uczniów. Jaki jest skład eliksiru zapomnienia?
- spytał ostro, zabierając jej książkę.
- Powiedzmy, że zapomniałam - powiedziała zakłopotana i spuściła wzrok. Nauczyciel spojrzał na nią wzrokiem bazyliszka.
- Na dzisiejszej lekcji przygotujecie eliksir zapomnienia w parach. Osoby pracujące powinny być z dwóch różnych domów. Brać się do roboty. - oznajmił i usiadł za biurkiem.
- Idę do Albusa - szybko powiedziała Erica i wybiegła z ławki, podążając w stronę przyjaciela. Wszyscy byli już podzieleni w pary. No prawie. Scorpius i Rose jej nie mieli.
Aby uniknąć uwagi od Snape'a postanowiła iść do Malfoy'a, usiadła obok i zaczęła czytać instrukcję w podręczniku.
- Ja idę po bezoar, a ty pokrój żabi mózg na kawałki, tylko równo, inaczej będziesz pływała w szlamie - powiedział blondyn i podszedł do szafek ze składnikami. Wyjął z pudełka bezoar i wrócił na swoje miejsce, widocznie niezadowolony z pracy z gryfonką. Rose zmagała się z obślizgłym mózgiem gada, próbując pokroić go dobrze i tak, aby nie poucinać sobie palców. Jak by wtedy odrabiała zadania domowe? Otrząsnęła się z przerażającej wizji pisania eseju z piórem w ustach i powróciła do wykonywanej wcześniej czynności. Zadowolona z faktu, iż udało jej się pokroić połowę składniku, rozejrzała się po klasie. Reszta nawet nie zaczęła. Dosyć równo pokroiła obślizgły przedmiot, odłożyła nóż i według instrukcji zamieszczonej w podręczniku wrzuciła pokrojone paski do wrzącego kociołka. Scorpius wycinał właśnie nóżki pająkowi, na ten widok skrzywiła się i poszła poszukać nalewki z piołunu. Na półce stał flakonik z jakimś płynem. Rose wzięła go i położyła na ławce obok bezoaru.
- To na pewno to? - spytał blondyn, spoglądając na dziewczynę.
- Tak. - skłamała Rose, nie była pewna czy to odpowiednia mikstura. Miała jednak nadzieje, ze się nie pomyliła. Scorpius dodał po kolei kawałki pająka, bezoar oraz nalewkę z piołunu.
Wywar zaczął bulgotać, a chwile potem Weasley i Malfoy umazani byli zielonym szlamem.
- Dzięki Tobie idiotko, czuję się jak nic nie warta szlama! - wykrzyczał chłopak, próbując zetrzeć z oczu maź.
- Myślałam, że to to! Wyglądało tak jak w podręczniku!
- Dosyć! - wymianę zdań przerwał rozwścieczony Snape.
- To były dwie różne rzeczy! Zainwestuj w okulary Weasley!
- Coś Ci się nie podoba Malfoy?! Jesteś w końcu ślizgonem, zielony to Twój kolor!
- Powiedziałem coś! - ostry krzyk Mistrza Eliksirów przeciął powietrze, a w sali ucichło.
- Czy Gryffindorowi zaczęto przyznawać punkty? - zapytał spokojnie, patrząc na gryfonów złowrogo.
- Nie, proszę pana - zająknęła się jakaś dziewczyna.
- Na następną lekcję, ma pani znać na pamięć cały podręcznik, panno Weasley - powiedział, odwracając się do Rose, która pokiwała głową. Scorpiusa nie ukarał, w końcu to ślizgon.
- Mogę odzyskać swoją książkę od obrony? - spytała po chwili, bawiąc się nerwowo rękoma.
- Aż tak Ci jest potrzebna? Myślałem, że panienka zna wszystko na pamięć - zaśmiał się nauczyciel i parę uczniów ze Slytherinu. Poniżanie osób z domu Godryka u Snape'a było na porządku dziennym. Rose słysząc te uwagę poczerwieniała ze złości. Krew w niej wrzała jak wcześniej przygotowywany eliksir.
- A Pan Jej tak bardzo pragnie?! Ja przynajmniej umiem się przed nią obronić, jednak profesor widzę zawzięcie ją praktykuje!! - wybuchła. Jej krzyki można było usłyszeć w Zakazanym Lesie, a nawet w Hogsmead. Nauczyciel zacisnął pięści na książce, jego usta zostały ściśnięte w cienką linie, a wzrokiem mógłby zabijać. Chwycił różdżkę i rzucił podręcznikiem na podłogę.
- Incendio! - szepnął ledwo słyszalnie, a z końca jego różdżki wyleciały iskierki ognia.
Ulubiona książka Rose stanęła w płomieniach, a Snape uśmiechnął się cynicznie.
- Pierwszy dzień szkoły, a ty zarobiłaś już szlaban na cały rok. Dodatkowo gryfoni za każde dodane punkty będą tracić ich dwa razy tyle - dodał i zgasił płonący podręcznik zaklęciem ,,Aquamenti". Podniósł książkę i podał ją zszokowanej nastolatce.
- Proszę Panno Weasley oto Pani zguba. Jest bardzo pouczająca, dowiedziałem się z niej wielu ciekawych rzeczy. Na przykład tego, że co rude oraz posiadające nazwisko Weasley, jest wredne - zironizował i wyszedł z sali. Rudowłosa spojrzała na spalony podręcznik i wyrzuciła go do kosza. Po wyjściu z sali postanowiła wybrać się do pani Pomfrey, szkolnej pielęgniarki. Może pomoże jej usunąć z siebie to paskudztwo.
*********************************************
Scorpius Malfoy siedział w dormitorium, próbując usunąć resztki mazi z swoich włosów.
Nie było to łatwe, gdyż wyrwał ich sobie już sporo, a nie chciał być łysy. Westchnął ciężko i odstawił lusterko pożyczone od swojej siostry na biurko. Przyznał, że w zielonych końcówkach mu nawet do twarzy. Ta wredna Weasley nieźle go załatwiła. Poczuł przyjemny wiatr, który znikł tak szybko jak się pojawił. Przeciąg spowodowany otwieraniem drzwi. Odwrócił się na krześle i zobaczył Albusa z kartką starego pergaminu w rękach.
- Nie mów, że załatwiasz sobie zapas - zaśmiał się, przeczesując włosy.
- To coś lepszego niż zapas pergaminu - odpowiedział brunet, siadając na swoim łóżku i wyciągając różdżkę. Scorpius, zaintrygowany zachowaniem przyjaciela, podszedł do niego.
- To pomoże nam w dowiedzeniu się czegoś więcej o Ruby. Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego. - powiedział Potter i stuknął magicznym patykiem wyblakły pergamin. Nagle zaczęły pojawiać się na nim różne napisy i kontury. Scorpius wytrzeszczył oczy ze zdziwienia. To mapa, ale nie byle jaka. Albus rozłożył ją, pokazywała każde miejsce w Hogwarcie i Hogsmead, tajne przejścia, a co najważniejsze każdą osobę znajdująca się w zamku.
- Mapa Huncwotów. Niesamowite, skąd to masz? - spytał zaciekawiony blondyn.
- Też tak uważam. Stworzył ją mój dziadek wraz z kolegami jak uczyli się w Hogwarcie. Fred i George Weasley, Ci którzy mają te sklepy z magicznymi dowcipami, podarowali ją mojemu ojcu na trzecim roku. Następnie James zwinął ją z biurka taty, a ja używając tej oto Peleryny Niewidki, zabrałem ją mojemu bratu. Tylko jest jedna wada, nie pokazuje Pokoju Życzeń - opowiedział, wyjmując z kieszeni wcześniej wspomnianą pelerynę i schował ją do kufra.
- Chwila, jakiego pokoju? - spytał Scorpius, patrząc na mapę.
- To ty nie wiesz? Pokój Życzeń znajduję się na siódmym piętrze, niedaleko Pokoju Wspólnego Gryfonów. Jesli chcesz, aby się on pojawił, musisz pomyśleć o tym, czego w danym momencie najbardziej pragniesz, potrzebujesz.
Wtedy pojawiają się drzwi, a za nimi znajduję się pokój z tym o czym sobie pomyślałeś. Próbowałem go znaleźć już w tamtym roku, jednak bez skutków. Podobno w czasie II Bitwy o Hogwart został spalony, pochłonięty przez Szatańską Pożogę - wyjaśnił brunet.
- No to w tym roku mamy dwa zadania. Dowiedzieć się czy Ruby Riddle to rzeczywiście córka Sam Wiesz Kogo i znaleźć ten twój Pokój Życzeń - oznajmił Scorpius, wstając i wychodząc z pokoju.
************************************
Rose, Erica i Lilly siedziały w Wielkiej Sali, czekając na obiad. Gryfoni, oburzeni zaistniałą sytuacją, wygwizdali Snape'a. Zabini spojrzała na tabelę punktów. Wszystkie domy miały ich już ponad 20 punktów, a Gryffindor nadal miał okrągłe zero.
- Rose nie przejmuj się, eliksiry nie są takie ważne -spróbowała pocieszyć swoją starszą przyjaciółkę Lilly.
- Ale jeśli chcę pracować w Ministerstwie to muszę je zdać - burknęła ruda i nałożyła sobie na talerz sałatki.
- Może zaczniesz brać korki? - spytała Erica, przyglądając się koleżance.
- Ja i korki? To jak Voldemort z nosem. - zironizowała gryfonka, zaczynając jeść.
- Wiesz co? Mój ojciec też nie był orłem z eliksirów. W szóstej klasie znalazł podręcznik z zapisanymi przepisami i korzystał z nich. Dostawał same wybitne. - powiedziała młodsza z dziewcząt.
- Spytam o to mamy - zdecydowała Rose i spojrzała na stół ślizgonów, gdzie zielonkawe włosy Malfoy'a robiły furorę.
- No kochana, dopadła Cię klątwa Nietoperza - dziewczyna odwróciła się za siebie. Przy jej ławce stał nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią, trzymając w ręku nowy podręcznik dla szóstych klas.
*********************************************
Witajcie kochani!
Oto 4 rozdział mojego opowiadania. Dodałam go wcześniej, gdyż jestem chora :(
Mam nadzieję, że się Wam spodobał.
Czytasz - komentujesz
Pozdrawiam,
Ruby Vine
- Witam na pierwszej w tym roku lekcji eliksirów. Za rok czekają Was OWUTEMY, do których postaram się Was należycie przygotować. Rok szkolny rozpoczniemy małym testem wiedzy z poprzednich lat. - powiedział i zaczął przyglądać się lekko zlęknionym uczniom, którzy na słowo ,,test wiedzy" zaczęli przekartkowywać podręczniki.
Wszyscy oprócz Rose, która potajemnie czytała książkę od Obrony Przed Czarną Magią.
- Panno Zabini, co powstanie gdy wymieszamy kolpien z drillewem? - spytał podchodząc do ławki dziewczyn.
-Aromat, przez który na parę dni osoba przestanie się jąkać. - wyrecytowała patrząc na profesora.
- Dobrze. Panno Weasley, może by pani choć trochę posłuchała odpowiedzi zdolniejszych uczniów. Jaki jest skład eliksiru zapomnienia?
- spytał ostro, zabierając jej książkę.
- Powiedzmy, że zapomniałam - powiedziała zakłopotana i spuściła wzrok. Nauczyciel spojrzał na nią wzrokiem bazyliszka.
- Na dzisiejszej lekcji przygotujecie eliksir zapomnienia w parach. Osoby pracujące powinny być z dwóch różnych domów. Brać się do roboty. - oznajmił i usiadł za biurkiem.
- Idę do Albusa - szybko powiedziała Erica i wybiegła z ławki, podążając w stronę przyjaciela. Wszyscy byli już podzieleni w pary. No prawie. Scorpius i Rose jej nie mieli.
Aby uniknąć uwagi od Snape'a postanowiła iść do Malfoy'a, usiadła obok i zaczęła czytać instrukcję w podręczniku.
- Ja idę po bezoar, a ty pokrój żabi mózg na kawałki, tylko równo, inaczej będziesz pływała w szlamie - powiedział blondyn i podszedł do szafek ze składnikami. Wyjął z pudełka bezoar i wrócił na swoje miejsce, widocznie niezadowolony z pracy z gryfonką. Rose zmagała się z obślizgłym mózgiem gada, próbując pokroić go dobrze i tak, aby nie poucinać sobie palców. Jak by wtedy odrabiała zadania domowe? Otrząsnęła się z przerażającej wizji pisania eseju z piórem w ustach i powróciła do wykonywanej wcześniej czynności. Zadowolona z faktu, iż udało jej się pokroić połowę składniku, rozejrzała się po klasie. Reszta nawet nie zaczęła. Dosyć równo pokroiła obślizgły przedmiot, odłożyła nóż i według instrukcji zamieszczonej w podręczniku wrzuciła pokrojone paski do wrzącego kociołka. Scorpius wycinał właśnie nóżki pająkowi, na ten widok skrzywiła się i poszła poszukać nalewki z piołunu. Na półce stał flakonik z jakimś płynem. Rose wzięła go i położyła na ławce obok bezoaru.
- To na pewno to? - spytał blondyn, spoglądając na dziewczynę.
- Tak. - skłamała Rose, nie była pewna czy to odpowiednia mikstura. Miała jednak nadzieje, ze się nie pomyliła. Scorpius dodał po kolei kawałki pająka, bezoar oraz nalewkę z piołunu.
Wywar zaczął bulgotać, a chwile potem Weasley i Malfoy umazani byli zielonym szlamem.
- Dzięki Tobie idiotko, czuję się jak nic nie warta szlama! - wykrzyczał chłopak, próbując zetrzeć z oczu maź.
- Myślałam, że to to! Wyglądało tak jak w podręczniku!
- Dosyć! - wymianę zdań przerwał rozwścieczony Snape.
- To były dwie różne rzeczy! Zainwestuj w okulary Weasley!
- Coś Ci się nie podoba Malfoy?! Jesteś w końcu ślizgonem, zielony to Twój kolor!
- Powiedziałem coś! - ostry krzyk Mistrza Eliksirów przeciął powietrze, a w sali ucichło.
- Czy Gryffindorowi zaczęto przyznawać punkty? - zapytał spokojnie, patrząc na gryfonów złowrogo.
- Nie, proszę pana - zająknęła się jakaś dziewczyna.
- Na następną lekcję, ma pani znać na pamięć cały podręcznik, panno Weasley - powiedział, odwracając się do Rose, która pokiwała głową. Scorpiusa nie ukarał, w końcu to ślizgon.
- Mogę odzyskać swoją książkę od obrony? - spytała po chwili, bawiąc się nerwowo rękoma.
- Aż tak Ci jest potrzebna? Myślałem, że panienka zna wszystko na pamięć - zaśmiał się nauczyciel i parę uczniów ze Slytherinu. Poniżanie osób z domu Godryka u Snape'a było na porządku dziennym. Rose słysząc te uwagę poczerwieniała ze złości. Krew w niej wrzała jak wcześniej przygotowywany eliksir.
- A Pan Jej tak bardzo pragnie?! Ja przynajmniej umiem się przed nią obronić, jednak profesor widzę zawzięcie ją praktykuje!! - wybuchła. Jej krzyki można było usłyszeć w Zakazanym Lesie, a nawet w Hogsmead. Nauczyciel zacisnął pięści na książce, jego usta zostały ściśnięte w cienką linie, a wzrokiem mógłby zabijać. Chwycił różdżkę i rzucił podręcznikiem na podłogę.
- Incendio! - szepnął ledwo słyszalnie, a z końca jego różdżki wyleciały iskierki ognia.
Ulubiona książka Rose stanęła w płomieniach, a Snape uśmiechnął się cynicznie.
- Pierwszy dzień szkoły, a ty zarobiłaś już szlaban na cały rok. Dodatkowo gryfoni za każde dodane punkty będą tracić ich dwa razy tyle - dodał i zgasił płonący podręcznik zaklęciem ,,Aquamenti". Podniósł książkę i podał ją zszokowanej nastolatce.
- Proszę Panno Weasley oto Pani zguba. Jest bardzo pouczająca, dowiedziałem się z niej wielu ciekawych rzeczy. Na przykład tego, że co rude oraz posiadające nazwisko Weasley, jest wredne - zironizował i wyszedł z sali. Rudowłosa spojrzała na spalony podręcznik i wyrzuciła go do kosza. Po wyjściu z sali postanowiła wybrać się do pani Pomfrey, szkolnej pielęgniarki. Może pomoże jej usunąć z siebie to paskudztwo.
*********************************************
Scorpius Malfoy siedział w dormitorium, próbując usunąć resztki mazi z swoich włosów.
Nie było to łatwe, gdyż wyrwał ich sobie już sporo, a nie chciał być łysy. Westchnął ciężko i odstawił lusterko pożyczone od swojej siostry na biurko. Przyznał, że w zielonych końcówkach mu nawet do twarzy. Ta wredna Weasley nieźle go załatwiła. Poczuł przyjemny wiatr, który znikł tak szybko jak się pojawił. Przeciąg spowodowany otwieraniem drzwi. Odwrócił się na krześle i zobaczył Albusa z kartką starego pergaminu w rękach.
- Nie mów, że załatwiasz sobie zapas - zaśmiał się, przeczesując włosy.
- To coś lepszego niż zapas pergaminu - odpowiedział brunet, siadając na swoim łóżku i wyciągając różdżkę. Scorpius, zaintrygowany zachowaniem przyjaciela, podszedł do niego.
- To pomoże nam w dowiedzeniu się czegoś więcej o Ruby. Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego. - powiedział Potter i stuknął magicznym patykiem wyblakły pergamin. Nagle zaczęły pojawiać się na nim różne napisy i kontury. Scorpius wytrzeszczył oczy ze zdziwienia. To mapa, ale nie byle jaka. Albus rozłożył ją, pokazywała każde miejsce w Hogwarcie i Hogsmead, tajne przejścia, a co najważniejsze każdą osobę znajdująca się w zamku.
- Mapa Huncwotów. Niesamowite, skąd to masz? - spytał zaciekawiony blondyn.
- Też tak uważam. Stworzył ją mój dziadek wraz z kolegami jak uczyli się w Hogwarcie. Fred i George Weasley, Ci którzy mają te sklepy z magicznymi dowcipami, podarowali ją mojemu ojcu na trzecim roku. Następnie James zwinął ją z biurka taty, a ja używając tej oto Peleryny Niewidki, zabrałem ją mojemu bratu. Tylko jest jedna wada, nie pokazuje Pokoju Życzeń - opowiedział, wyjmując z kieszeni wcześniej wspomnianą pelerynę i schował ją do kufra.
- Chwila, jakiego pokoju? - spytał Scorpius, patrząc na mapę.
- To ty nie wiesz? Pokój Życzeń znajduję się na siódmym piętrze, niedaleko Pokoju Wspólnego Gryfonów. Jesli chcesz, aby się on pojawił, musisz pomyśleć o tym, czego w danym momencie najbardziej pragniesz, potrzebujesz.
Wtedy pojawiają się drzwi, a za nimi znajduję się pokój z tym o czym sobie pomyślałeś. Próbowałem go znaleźć już w tamtym roku, jednak bez skutków. Podobno w czasie II Bitwy o Hogwart został spalony, pochłonięty przez Szatańską Pożogę - wyjaśnił brunet.
- No to w tym roku mamy dwa zadania. Dowiedzieć się czy Ruby Riddle to rzeczywiście córka Sam Wiesz Kogo i znaleźć ten twój Pokój Życzeń - oznajmił Scorpius, wstając i wychodząc z pokoju.
************************************
Rose, Erica i Lilly siedziały w Wielkiej Sali, czekając na obiad. Gryfoni, oburzeni zaistniałą sytuacją, wygwizdali Snape'a. Zabini spojrzała na tabelę punktów. Wszystkie domy miały ich już ponad 20 punktów, a Gryffindor nadal miał okrągłe zero.
- Rose nie przejmuj się, eliksiry nie są takie ważne -spróbowała pocieszyć swoją starszą przyjaciółkę Lilly.
- Ale jeśli chcę pracować w Ministerstwie to muszę je zdać - burknęła ruda i nałożyła sobie na talerz sałatki.
- Może zaczniesz brać korki? - spytała Erica, przyglądając się koleżance.
- Ja i korki? To jak Voldemort z nosem. - zironizowała gryfonka, zaczynając jeść.
- Wiesz co? Mój ojciec też nie był orłem z eliksirów. W szóstej klasie znalazł podręcznik z zapisanymi przepisami i korzystał z nich. Dostawał same wybitne. - powiedziała młodsza z dziewcząt.
- Spytam o to mamy - zdecydowała Rose i spojrzała na stół ślizgonów, gdzie zielonkawe włosy Malfoy'a robiły furorę.
- No kochana, dopadła Cię klątwa Nietoperza - dziewczyna odwróciła się za siebie. Przy jej ławce stał nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią, trzymając w ręku nowy podręcznik dla szóstych klas.
*********************************************
Witajcie kochani!
Oto 4 rozdział mojego opowiadania. Dodałam go wcześniej, gdyż jestem chora :(
Mam nadzieję, że się Wam spodobał.
Czytasz - komentujesz
Pozdrawiam,
Ruby Vine
sobota, 9 maja 2015
Rozdział 2 ,,Hogwart schodzi na psy"
- Od tego roku nie będę uczyła transmutacji. Zastąpi mnie Hermiona Granger-Weasley. - Powiedziała dyrektorka z dumą wskazując na siedzącą przy stole Hermionę, która uśmiechała się szeroko.
- Myślę, że to wszystko co ja pragnę wam przekazać. Przejdźmy więc do Ceremonii Przydziału! - dodała wesoło Mcgonagall. Profesor Longbottom wszedł do Wielkiej Sali wraz z gromadką pierwszorocznych. Rozglądali się oni ochoczo po pomieszczeniu. Nauczyciel zielarstwa wszedł na podest i przystanął obok stołka, na którym stała Tiara Przydziału. Ruchem ręki wskazał nowym uczniom, iż mają się zatrzymać.
- Wyczytane osoby podchodzą do mnie i siadają na stołku, Tiara przydzieli was do jednego z czterech domów. - oznajmił i rozwinął długi zwój pergaminu. Wyczytywał kolejno nazwiska, a młodzi czarodzieje zostawali przydzieleni. Ruby była zdenerwowana, nawet bardzo. Bała się, że nie trafi do wymarzonego domu. Gdy nadeszła jej kolej profesor Longbottom przełknął ciężko ślinę.
- Ruby Riddle! - wykrzyknął spoglądając na młodą rozdziewczynę spode łba. Szesnastolatka usiadła na stołku, a Neville nałożył na jej głowę Tiarę Przydziału. Czarodziejskie nakrycie głowy przez chwile mówiło samo do siebie.
- Niezaprzeczalnie Slytherin! - wykrzyknęła Tiara, a Dom Węża zaniemówił.
W TYM SAMYM CZASIE PRZY STOLE ŚLIZGONÓW:
- Riddle, Riddle, coś mówi mi to nazwisko - zastanawiał się głośno Albus, grzebiąc łyżką w owsiance.
- O tym chciałem z Tobą pogadać, ale nie,
Ty wolałeś spędzić czas z rodziną, z którą spędzasz praktycznie 24 godziny na dobę - zironizował Scorpius, patrząc się tępo w zwisające nad nimi świece.
- Ona może być córką Voldemorta! - wypowiedział zielonooki na jednym wydechu.
- Pogratulować inteligencji, Potter. Poznałem ją w pociągu.
- Więc chyba powiedziała Ci, że no wiesz...
- Gdybym ja był na Jej miejscu, nie chwaliłbym się, że jestem potomkiem seryjnego zabójcy.
- Nie mogłeś jej o to zapytać? - oburzył się Albus, spoglądając na przyjaciela.
- Hej, jesteś córką Czarnego Pana? Mój ojciec był w Jego szeregach, jednakże przyłączył się i ocalił tyłek Złotemu Chłopcu. Zaprzyjaźnimy się?
- Rzeczywiście, nie mogłeś - Albus przyznał blondynowi rację i powrócił do jedzenie.
- Mogę się dosiąść? - dziewczęcy głos wyrwał Scorpiusa z głębokiego transu. Obrócił się i zauważył, że za nim stoi główny temat jego rozmowy z młodym Potter'em.
- Tak, jasne - odpowiedział szybko i szturchnął przyjaciela w rękę. Ślizgon posunął się, a młoda Riddle usiadła obok niego.
- Coś się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. - dopytywała dziewczyna towarzysza poznanego w pociągu.
- Nie nic, po prostu jestem zmęczony - odpowiedział blondyn. Skłamał, jednak nie czuł się z tym źle. Z resztą co on będzie opowiadał, zupełnie nieznanej dziewczynie z podejrzanym nazwiskiem o tym co wydarzyło się w pociągu. Spojrzał na stół, przy którym siedzieli nauczyciele.
- Mam córkę Voldemorta pod nosem, nauczycielką zostaje matka Weasley, do tego szlama. Aurorzy nie mają co robić tylko siedzieć w zamku. Podsumowując, Hogwart schodzi na psy. - zironizował Malfoy, mówiąc sam do siebie. Podniósł kielich z wodą i wypił łyka. Mimo, że rok szkolny dopiero się zaczął to miał już tego wszystkiego dość.
*******************************
- Rose! Wstawaj! - właścicielka imienia słyszała głos swojej przyjaciółki jak przez mgłę. Raz był głośny i wyraźny, a zaraz potem znikał, jak nigdy nic.
- Spóźnimy się na śniadanie! - jęknęła Erica, próbując dobudzić młodą Weasley. Wyjęła różdżkę ze swojej szaty i wskazała nią na śpiąca dziewczynę.
- Aquamenti - szepnęła, a z końca magicznego patyka wytrysnął strumień wody. Rose otworzyła natychmiast oczy i zerwała się z lóżka jak oparzona.
- Zabini! - Wykrzyknęła ścierając wodę z czoła.
- Zaraz śniadanie - oznajmiła spokojnie Erica, chowając różdżkę.
- Masz 10 minut, czekam w Pokoju Wspólnym - powiedziała i zeszła na dół. Reszta gryfonów była już w Wielkiej Sali. Weasley wzięła swoje szaty i pobiegła do łazienki. Umyła twarz i uczesała włosy, ubrała się i zeszła do Erici. Razem wybrały się na śniadanie i usiadły obok Teddy'ego i Lilly. Rose nałożyła sobie jajecznicy i zaczęła jeść, spoglądając od czasu do czasu na stół Slytherinu i przyglądała się nowej uczennicy.
- Wam też wydaje się jakaś podejrzana? - spytała po chwili.
- Kto? - zainteresował się Lupin, unosząc głowę znad Proroka Codziennego.
- Ta nowa - wyjaśniła Rose z pełnymi ustami.
- Nie wiem czy zauważyłaś Rosie, ale dużo jest nowych osób - zaśmiał się niebieskowłosy i powrócił do lektury. Ruda zgromiła go wzrokiem.
- Przecież wiesz o kogo mi chodzi - burknęła.
- A ty? Co myślisz? - spytała kuzynki.
- Riddle to dosyć rzadkie nazwisko, więc nie sądzę, że jest to czysty przypadek - odpowiedziała Lilly, sięgając po dzbanek soku dyniowego.
- Więc co? Chcecie ją śledzić? - zaśmiała się Erica.
- Zabini, jesteś genialna! - wykrzyknęły w tym samym czasie rudowłose dziewczyny.
- O nie! Ja się w to nie mieszam! - szybko zaprotestowała brunetka.
- Teddy, co o tym myślisz? - spytała Lilly swojego przyjaciela z starszej klasy.
- Ty się mnie pytasz co ja o tym myślę? Wiesz, że jestem na tak. - odpowiedział chłopak, przegryzając tosta.
- Świetnie! Będziemy kolejną Złotą Trójcą Hogwartu! - wykrzyknęła podekscytowana gryfonka.
- To się źle skończy- westchnęła Erica. Opiekunowie zaczęli rozdawać plany lekcji swoim domom. Przy stole Slytherinu panował gwar, gdy niski czarodziej przechadzał się pomiędzy podopiecznymi. Żartował i rozmawiał wesoło z uczniami. Rose bardzo lubiła Obronę Przed Czarną Magią. Uważała, że Louis Tomlinson jest jednym z najlepszych nauczycieli tego przedmiotu w historii. Inni też tak uważali. Starsze pokolenie myślało inaczej. Według ich najlepszym profesorem OPCM był Remus Lupin, poległy w II Bitwie o Hogwart.
Rose spojrzała na matkę, która ze szczerym uśmiechem rozdawała młodym czarodziejom kartki z wypisanymi zajęciami. Wzięła swoją w dłonie i skrzywiła się lekko.
- O nie! Dziś eliksiry, a do tego ze Ślizgonami - jęknęła przeciągle i wybiegła szybko z Wielkiej Sali, kierując się do lochów.
**********************************************
Witajcie kochani!
Przychodzę do Was z 2 rozdziałem Rubinowego Wina. Myślę, ze się wam spodobał. Następny pojawi się 14 maja w godzinach wieczornych.
Jeśli chodzi o 2 rozdział "Age of the heir" to pojawi się on 16 maja.
Czytasz - komentujesz
Pozdrawiam,
Ruby Vine
- Ruby Riddle! - wykrzyknął spoglądając na młodą rozdziewczynę spode łba. Szesnastolatka usiadła na stołku, a Neville nałożył na jej głowę Tiarę Przydziału. Czarodziejskie nakrycie głowy przez chwile mówiło samo do siebie.
- Niezaprzeczalnie Slytherin! - wykrzyknęła Tiara, a Dom Węża zaniemówił.
W TYM SAMYM CZASIE PRZY STOLE ŚLIZGONÓW:
- Riddle, Riddle, coś mówi mi to nazwisko - zastanawiał się głośno Albus, grzebiąc łyżką w owsiance.
- O tym chciałem z Tobą pogadać, ale nie,
Ty wolałeś spędzić czas z rodziną, z którą spędzasz praktycznie 24 godziny na dobę - zironizował Scorpius, patrząc się tępo w zwisające nad nimi świece.
- Ona może być córką Voldemorta! - wypowiedział zielonooki na jednym wydechu.
- Pogratulować inteligencji, Potter. Poznałem ją w pociągu.
- Więc chyba powiedziała Ci, że no wiesz...
- Gdybym ja był na Jej miejscu, nie chwaliłbym się, że jestem potomkiem seryjnego zabójcy.
- Nie mogłeś jej o to zapytać? - oburzył się Albus, spoglądając na przyjaciela.
- Hej, jesteś córką Czarnego Pana? Mój ojciec był w Jego szeregach, jednakże przyłączył się i ocalił tyłek Złotemu Chłopcu. Zaprzyjaźnimy się?
- Rzeczywiście, nie mogłeś - Albus przyznał blondynowi rację i powrócił do jedzenie.
- Mogę się dosiąść? - dziewczęcy głos wyrwał Scorpiusa z głębokiego transu. Obrócił się i zauważył, że za nim stoi główny temat jego rozmowy z młodym Potter'em.
- Tak, jasne - odpowiedział szybko i szturchnął przyjaciela w rękę. Ślizgon posunął się, a młoda Riddle usiadła obok niego.
- Coś się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. - dopytywała dziewczyna towarzysza poznanego w pociągu.
- Nie nic, po prostu jestem zmęczony - odpowiedział blondyn. Skłamał, jednak nie czuł się z tym źle. Z resztą co on będzie opowiadał, zupełnie nieznanej dziewczynie z podejrzanym nazwiskiem o tym co wydarzyło się w pociągu. Spojrzał na stół, przy którym siedzieli nauczyciele.
- Mam córkę Voldemorta pod nosem, nauczycielką zostaje matka Weasley, do tego szlama. Aurorzy nie mają co robić tylko siedzieć w zamku. Podsumowując, Hogwart schodzi na psy. - zironizował Malfoy, mówiąc sam do siebie. Podniósł kielich z wodą i wypił łyka. Mimo, że rok szkolny dopiero się zaczął to miał już tego wszystkiego dość.
*******************************
- Rose! Wstawaj! - właścicielka imienia słyszała głos swojej przyjaciółki jak przez mgłę. Raz był głośny i wyraźny, a zaraz potem znikał, jak nigdy nic.
- Spóźnimy się na śniadanie! - jęknęła Erica, próbując dobudzić młodą Weasley. Wyjęła różdżkę ze swojej szaty i wskazała nią na śpiąca dziewczynę.
- Aquamenti - szepnęła, a z końca magicznego patyka wytrysnął strumień wody. Rose otworzyła natychmiast oczy i zerwała się z lóżka jak oparzona.
- Zabini! - Wykrzyknęła ścierając wodę z czoła.
- Zaraz śniadanie - oznajmiła spokojnie Erica, chowając różdżkę.
- Masz 10 minut, czekam w Pokoju Wspólnym - powiedziała i zeszła na dół. Reszta gryfonów była już w Wielkiej Sali. Weasley wzięła swoje szaty i pobiegła do łazienki. Umyła twarz i uczesała włosy, ubrała się i zeszła do Erici. Razem wybrały się na śniadanie i usiadły obok Teddy'ego i Lilly. Rose nałożyła sobie jajecznicy i zaczęła jeść, spoglądając od czasu do czasu na stół Slytherinu i przyglądała się nowej uczennicy.
- Wam też wydaje się jakaś podejrzana? - spytała po chwili.
- Kto? - zainteresował się Lupin, unosząc głowę znad Proroka Codziennego.
- Ta nowa - wyjaśniła Rose z pełnymi ustami.
- Nie wiem czy zauważyłaś Rosie, ale dużo jest nowych osób - zaśmiał się niebieskowłosy i powrócił do lektury. Ruda zgromiła go wzrokiem.
- Przecież wiesz o kogo mi chodzi - burknęła.
- A ty? Co myślisz? - spytała kuzynki.
- Riddle to dosyć rzadkie nazwisko, więc nie sądzę, że jest to czysty przypadek - odpowiedziała Lilly, sięgając po dzbanek soku dyniowego.
- Więc co? Chcecie ją śledzić? - zaśmiała się Erica.
- Zabini, jesteś genialna! - wykrzyknęły w tym samym czasie rudowłose dziewczyny.
- O nie! Ja się w to nie mieszam! - szybko zaprotestowała brunetka.
- Teddy, co o tym myślisz? - spytała Lilly swojego przyjaciela z starszej klasy.
- Ty się mnie pytasz co ja o tym myślę? Wiesz, że jestem na tak. - odpowiedział chłopak, przegryzając tosta.
- Świetnie! Będziemy kolejną Złotą Trójcą Hogwartu! - wykrzyknęła podekscytowana gryfonka.
- To się źle skończy- westchnęła Erica. Opiekunowie zaczęli rozdawać plany lekcji swoim domom. Przy stole Slytherinu panował gwar, gdy niski czarodziej przechadzał się pomiędzy podopiecznymi. Żartował i rozmawiał wesoło z uczniami. Rose bardzo lubiła Obronę Przed Czarną Magią. Uważała, że Louis Tomlinson jest jednym z najlepszych nauczycieli tego przedmiotu w historii. Inni też tak uważali. Starsze pokolenie myślało inaczej. Według ich najlepszym profesorem OPCM był Remus Lupin, poległy w II Bitwie o Hogwart.
Rose spojrzała na matkę, która ze szczerym uśmiechem rozdawała młodym czarodziejom kartki z wypisanymi zajęciami. Wzięła swoją w dłonie i skrzywiła się lekko.
- O nie! Dziś eliksiry, a do tego ze Ślizgonami - jęknęła przeciągle i wybiegła szybko z Wielkiej Sali, kierując się do lochów.
**********************************************
Witajcie kochani!
Przychodzę do Was z 2 rozdziałem Rubinowego Wina. Myślę, ze się wam spodobał. Następny pojawi się 14 maja w godzinach wieczornych.
Jeśli chodzi o 2 rozdział "Age of the heir" to pojawi się on 16 maja.
Czytasz - komentujesz
Pozdrawiam,
Ruby Vine
środa, 6 maja 2015
Rozdział 1
Rose Weasley siedziała w przedziale pociągu jadącego do Hogwartu. Pogrążona w lekturze nie zauważyła, kiedy James i Albus Potter znaleźli się obok niej.
- A ta znowu czyta - jęknął starszy z braci i usiadł obok kuzynki. Dziewczyna wywróciła tylko oczami.
- Co czytasz? - spytał po chwili Albus.
- Sherlock Holmes - odpowiedziała nawet na nich nie patrząc.
- Niech zgadnę, Teddy? - zaśmiał się James. Teddy Lupin od zawsze interesował się pracą mugolskich detektywów.
- O wilku mowa - powiedział Albus, gdy młody metamorfomag wszedł do przedziału.
- Bardzo śmieszne Albusie, normalnie boki zrywać - zironizował Lupin, nie cierpiał żartów na temat swojego zmarłego ojca.
- Teddy nie przejmuj się, to takie mugolskie powiedzenie, właśnie o Tobie rozmawialiśmy - wyjaśniła spokojnie rudowłosa.
- Hej Bella, co tam dzisiaj czytasz? - Erica Zabini weszła do przedziału i usiadła obok Teddy'ego, uśmiechając się szczerze do przyjaciółki.
- Jeśli ona jest piękna, to ja jestem Tom Riddle - wszyscy doskonale znali ten głoś, w jednym momencie spojrzeli na drzwi do przedziału. Stał tam Scorpius Malfoy, który tylko uśmiechał się szyderczo.
- Cymbale chodzi mi o postać z mugolskiej bajki - młoda Zabini zmroziła go wzrokiem
i spojrzała na Rose, która prychnęła tylko w stronę blondyna.
- Al, musimy porozmawiać - oświadczył po chwili młody Malfoy.
- Nie widzisz, że spędzam czas z rodziną? - spytał Albus przyjaciela, który pokiwał tylko głową.
Pociąg ostro zahamował, a stojący w drzwiach Scorpius wpadł do przedziału, zatrzymując się nad zdezorientowaną Rose Weasley.
- co się dzieje? - spytała lekko wystraszona Erica.
- Zatrzymaliśmy się. Czemu nie jedziemy? - zastanawiał się głośno Teddy Lupin. Scorpius wyprostował się i oparł o ścianę.
- Póki co mało obchodzi mnie dlaczego nie jedziemy. Zaraz puszczę pawia. - oznajmił blondyn krzywiąc się lekko i zatykając twarz rękoma.
- Czyżby fretka miała chorobę lokomocyjną? - zaśmiała się Rose, szukając w książce strony, na której skończyła czytać. Chłopak tylko pokazał jej język.
- Czy wam też jest tak zimno? - spytał Albus zgrzytając przy tym zębami. Młodzi czarodzieje pokiwali tylko głowami. Nagle na oknach pociągu zaczęły tworzyć się różnorakie wzorki, powstałe ze szronu.Dziewczyny zaczęły szybciej oddychać, a z ich ust wydobywała się para. Światła zgasły. Coś szarpnęło drzwi od przedziału, które natychmiastowo się otworzyły. Wszyscy spojrzeli w ich stronę
i zamarli. Czarna, przerażająca postać w długiej pelerynie znalazła się w środku i kierowała się prosto na Scorpiusa. Blondyn próbował cofnąć się do tyłu, jednak na próżno.
- Co to jest? - pisnęła Rose odrywając głowę od książki. James i Albus wzruszyli tylko ramionami patrząc w szoku na mroczną postać. Zjawa chwyciła Malfoy'a za róg koszuli. Podniosła go i zaczęła wysysać z niego szczęście, zapewne aby potem złożyć pocałunek.
- Na Merlina to dementor! Teddy, James lećcie po pomoc!- krzyknęła Erica, szukając w swoim kufrze różdżki.
- Kto to dementor? - spytał młodszy Potter, który jak widać nie przykładał się za bardzo do nauki.
- Gdybyś nie spał na obronie to byś wiedział! - skarciła kuzyna Rose.
- Mam! - krzyknęła brunetka, wyciągając magiczny patyk. Odchrząknęła i krzyknęła donośnym tonem.
- Expecto Patronum! - zaklęcie nie podziałało, a z jej różdżki wystrzeliła tylko szarawa mgiełka. Powtórzyła czyn i znów to samo.
- Spróbuj jeszcze raz! Ponoć do trzech razy sztuka! - spróbował rozładować napięcie Albus. Ze Scorpiusa zostało już nie wiele. Jego ciało rozpływało się, a zjawa rosła w siłę.
- Expecto Patronum! - usłyszeli dojrzały, męski głos. Wszyscy momentalnie spojrzeli na drzwi przedziału, przez które chwile temu wybiegli James i Teddy. Srebrny jeleń wkroczył dumnie do miejsca pobytu młodych przyjaciół i okrążył bestię, która po chwili wyleciała przez otwarte okno. Blondyn bezwładnie upadł na podłogę. Auror wszedł do przedziału i uklęknął przy poszkodowanym. Scorpius ocknął się z chwilowego szoku.
- D-d-d-dementor! Dementor! - krzyknął przestraszony i oparł się o ścianę.
- Nic Ci nie jest? - spytał nie kto inny jak Harry Potter, patrząc na niego spod swoich okularów.
- Nie rozmawiam z nieznajomymi - odparł Malfoy.
- Czyli wszystko z nim w porządku - podsumował Albus patrząc na ojca, który ubrany w służbowy mundur jechał z nimi do Hogwartu. Coś tu nie gra. Złoty Chłopiec włożył rękę do kieszeni i wyjął z niej tabliczkę czekolady.
- Masz, zjedz. - Podał ją Scorpiusowi, który widząc to, skrzywił się lekko.
- Skąd mam mieć pewność, że mnie Pan nie otruje? - spytał po chwili namysłu.
- A czy ja wyglądam na człowieka, który chciałby Cię otruć? - zaśmiał się mężczyzna.
- Tak - powiedzieli zgodnie nastolatkowie. Chłopiec, który przeżył wywrócił jedynie oczami i wstał. Powoli kierował się w stronę wyjścia, kiedy Scorpius powiedział do niego ciche ,,dziękuje".
- Niedługo Hogsmead, przebierzcie się - oznajmił poprawiając okulary i wyszedł.
***
Wielka Sala to jedno z ulubionych miejsc młodych czarodziei. Zwłaszcza 1 września i w inne uroczystości. Tylko czy rozpoczęcie roku szkolnego w szkole Magii i Czarodziejstwa można nazwać uroczystością? Co roku do szkoły przybywają nowi czarodzieje i czarownice, którzy mają zaszczyt przez całe 7 lat należeć do jednego z 4 domów w Hogwarcie, nazwanych nazwiskami założycieli. Dom Roweny Ravenclaw cenił w osobie mądrość i inteligencję. Helgi Hufflepuff zaś pomocność, dobroduszność i bezinteresowność. Godryka Gryffindora lojalność, szlachetność oraz odwagę. Natomiast do domu Salazara Slytherina mieli zaszczyt należeć osoby ambitne, sprytne oraz jedynie czarodzieje czystej krwi. Dom ten inaczej nazywany jest domem tych złych. W nim był sam Tom Marvolo Riddle znany także jako Lord Voldemort bądź Czarny Pan. Nie bez powodu Ślizgonami zostawali ''ci źli". Do domu Salazara pragnęła trafić pewna dziewczyna, która postanowiła wrogów, zdrajców i osoby próbujące jej przeszkodzić, trzymać bliżej niż przyjaciół. Wróćmy do Wielkiej Sali. Uczniowie siedzieli już przy stołach i oczekiwali na przemowę dyrektorki. Grono pedagogiczne powoli się zbierało. Gdy wszyscy byli już na swoich miejscach, dyrektorka wstąpiła na ambonę.
- Witajcie moi mili na kolejnym już roku w Hogwarcie. Nastąpiło sporo zmian. Zacznę może od wesołej informacji, która wierzcie mi, ucieszy prawie każdego. Otóż 3 piętro od tego roku nie jest zakazane. Powstał tam sklepik ,,Magicznych Dowcipów Weasley'ów", do którego serdecznie zapraszam. Ale pamiętajcie! Są granice. Kolejną sprawą są zmiany w gronie pedagogicznym oraz pobyt aurorów w zamku. Będą oni gościć tu przez cały rok szkolny w celu wybrania kandydatów z VI i VII roku nadających się do pracy
w ministerstwie jako przyszli aurorzy. Chciałabym poinformować was także o tym, że od tego roku nie będę uczyła transmutacji. Zastąpi mnie moja najlepsza była uczennica - Hermiona Granger-Weasley.
*********************************************
Witajcie kochani!
Oto rozdział 1 :)
Mam nadzieję, że się wam spodobał.
Rozdział 2 prawdopodobnie pojawi się 9 Maja :)
Czytasz - komentujesz
Pozdrawiam
Ruby Vine
- A ta znowu czyta - jęknął starszy z braci i usiadł obok kuzynki. Dziewczyna wywróciła tylko oczami.
- Co czytasz? - spytał po chwili Albus.
- Sherlock Holmes - odpowiedziała nawet na nich nie patrząc.
- Niech zgadnę, Teddy? - zaśmiał się James. Teddy Lupin od zawsze interesował się pracą mugolskich detektywów.
- O wilku mowa - powiedział Albus, gdy młody metamorfomag wszedł do przedziału.
- Bardzo śmieszne Albusie, normalnie boki zrywać - zironizował Lupin, nie cierpiał żartów na temat swojego zmarłego ojca.
- Teddy nie przejmuj się, to takie mugolskie powiedzenie, właśnie o Tobie rozmawialiśmy - wyjaśniła spokojnie rudowłosa.
- Hej Bella, co tam dzisiaj czytasz? - Erica Zabini weszła do przedziału i usiadła obok Teddy'ego, uśmiechając się szczerze do przyjaciółki.
- Jeśli ona jest piękna, to ja jestem Tom Riddle - wszyscy doskonale znali ten głoś, w jednym momencie spojrzeli na drzwi do przedziału. Stał tam Scorpius Malfoy, który tylko uśmiechał się szyderczo.
- Cymbale chodzi mi o postać z mugolskiej bajki - młoda Zabini zmroziła go wzrokiem
i spojrzała na Rose, która prychnęła tylko w stronę blondyna.
- Al, musimy porozmawiać - oświadczył po chwili młody Malfoy.
- Nie widzisz, że spędzam czas z rodziną? - spytał Albus przyjaciela, który pokiwał tylko głową.
Pociąg ostro zahamował, a stojący w drzwiach Scorpius wpadł do przedziału, zatrzymując się nad zdezorientowaną Rose Weasley.
- co się dzieje? - spytała lekko wystraszona Erica.
- Zatrzymaliśmy się. Czemu nie jedziemy? - zastanawiał się głośno Teddy Lupin. Scorpius wyprostował się i oparł o ścianę.
- Póki co mało obchodzi mnie dlaczego nie jedziemy. Zaraz puszczę pawia. - oznajmił blondyn krzywiąc się lekko i zatykając twarz rękoma.
- Czyżby fretka miała chorobę lokomocyjną? - zaśmiała się Rose, szukając w książce strony, na której skończyła czytać. Chłopak tylko pokazał jej język.
- Czy wam też jest tak zimno? - spytał Albus zgrzytając przy tym zębami. Młodzi czarodzieje pokiwali tylko głowami. Nagle na oknach pociągu zaczęły tworzyć się różnorakie wzorki, powstałe ze szronu.Dziewczyny zaczęły szybciej oddychać, a z ich ust wydobywała się para. Światła zgasły. Coś szarpnęło drzwi od przedziału, które natychmiastowo się otworzyły. Wszyscy spojrzeli w ich stronę
i zamarli. Czarna, przerażająca postać w długiej pelerynie znalazła się w środku i kierowała się prosto na Scorpiusa. Blondyn próbował cofnąć się do tyłu, jednak na próżno.
- Co to jest? - pisnęła Rose odrywając głowę od książki. James i Albus wzruszyli tylko ramionami patrząc w szoku na mroczną postać. Zjawa chwyciła Malfoy'a za róg koszuli. Podniosła go i zaczęła wysysać z niego szczęście, zapewne aby potem złożyć pocałunek.
- Na Merlina to dementor! Teddy, James lećcie po pomoc!- krzyknęła Erica, szukając w swoim kufrze różdżki.
- Kto to dementor? - spytał młodszy Potter, który jak widać nie przykładał się za bardzo do nauki.
- Gdybyś nie spał na obronie to byś wiedział! - skarciła kuzyna Rose.
- Mam! - krzyknęła brunetka, wyciągając magiczny patyk. Odchrząknęła i krzyknęła donośnym tonem.
- Expecto Patronum! - zaklęcie nie podziałało, a z jej różdżki wystrzeliła tylko szarawa mgiełka. Powtórzyła czyn i znów to samo.
- Spróbuj jeszcze raz! Ponoć do trzech razy sztuka! - spróbował rozładować napięcie Albus. Ze Scorpiusa zostało już nie wiele. Jego ciało rozpływało się, a zjawa rosła w siłę.
- Expecto Patronum! - usłyszeli dojrzały, męski głos. Wszyscy momentalnie spojrzeli na drzwi przedziału, przez które chwile temu wybiegli James i Teddy. Srebrny jeleń wkroczył dumnie do miejsca pobytu młodych przyjaciół i okrążył bestię, która po chwili wyleciała przez otwarte okno. Blondyn bezwładnie upadł na podłogę. Auror wszedł do przedziału i uklęknął przy poszkodowanym. Scorpius ocknął się z chwilowego szoku.
- D-d-d-dementor! Dementor! - krzyknął przestraszony i oparł się o ścianę.
- Nic Ci nie jest? - spytał nie kto inny jak Harry Potter, patrząc na niego spod swoich okularów.
- Nie rozmawiam z nieznajomymi - odparł Malfoy.
- Czyli wszystko z nim w porządku - podsumował Albus patrząc na ojca, który ubrany w służbowy mundur jechał z nimi do Hogwartu. Coś tu nie gra. Złoty Chłopiec włożył rękę do kieszeni i wyjął z niej tabliczkę czekolady.
- Masz, zjedz. - Podał ją Scorpiusowi, który widząc to, skrzywił się lekko.
- Skąd mam mieć pewność, że mnie Pan nie otruje? - spytał po chwili namysłu.
- A czy ja wyglądam na człowieka, który chciałby Cię otruć? - zaśmiał się mężczyzna.
- Tak - powiedzieli zgodnie nastolatkowie. Chłopiec, który przeżył wywrócił jedynie oczami i wstał. Powoli kierował się w stronę wyjścia, kiedy Scorpius powiedział do niego ciche ,,dziękuje".
- Niedługo Hogsmead, przebierzcie się - oznajmił poprawiając okulary i wyszedł.
***
Wielka Sala to jedno z ulubionych miejsc młodych czarodziei. Zwłaszcza 1 września i w inne uroczystości. Tylko czy rozpoczęcie roku szkolnego w szkole Magii i Czarodziejstwa można nazwać uroczystością? Co roku do szkoły przybywają nowi czarodzieje i czarownice, którzy mają zaszczyt przez całe 7 lat należeć do jednego z 4 domów w Hogwarcie, nazwanych nazwiskami założycieli. Dom Roweny Ravenclaw cenił w osobie mądrość i inteligencję. Helgi Hufflepuff zaś pomocność, dobroduszność i bezinteresowność. Godryka Gryffindora lojalność, szlachetność oraz odwagę. Natomiast do domu Salazara Slytherina mieli zaszczyt należeć osoby ambitne, sprytne oraz jedynie czarodzieje czystej krwi. Dom ten inaczej nazywany jest domem tych złych. W nim był sam Tom Marvolo Riddle znany także jako Lord Voldemort bądź Czarny Pan. Nie bez powodu Ślizgonami zostawali ''ci źli". Do domu Salazara pragnęła trafić pewna dziewczyna, która postanowiła wrogów, zdrajców i osoby próbujące jej przeszkodzić, trzymać bliżej niż przyjaciół. Wróćmy do Wielkiej Sali. Uczniowie siedzieli już przy stołach i oczekiwali na przemowę dyrektorki. Grono pedagogiczne powoli się zbierało. Gdy wszyscy byli już na swoich miejscach, dyrektorka wstąpiła na ambonę.
- Witajcie moi mili na kolejnym już roku w Hogwarcie. Nastąpiło sporo zmian. Zacznę może od wesołej informacji, która wierzcie mi, ucieszy prawie każdego. Otóż 3 piętro od tego roku nie jest zakazane. Powstał tam sklepik ,,Magicznych Dowcipów Weasley'ów", do którego serdecznie zapraszam. Ale pamiętajcie! Są granice. Kolejną sprawą są zmiany w gronie pedagogicznym oraz pobyt aurorów w zamku. Będą oni gościć tu przez cały rok szkolny w celu wybrania kandydatów z VI i VII roku nadających się do pracy
w ministerstwie jako przyszli aurorzy. Chciałabym poinformować was także o tym, że od tego roku nie będę uczyła transmutacji. Zastąpi mnie moja najlepsza była uczennica - Hermiona Granger-Weasley.
*********************************************
Witajcie kochani!
Oto rozdział 1 :)
Mam nadzieję, że się wam spodobał.
Rozdział 2 prawdopodobnie pojawi się 9 Maja :)
Czytasz - komentujesz
Pozdrawiam
Ruby Vine
niedziela, 3 maja 2015
Prolog
5 lat temu
Ulica Pokątna jest dość tłoczną ulicą. Prawie każdy się tam zna, a w
wakacje można poznać nowych i interesujących ludzi. Taką osobą był Scorpius
Malfoy. Wesoły jedenastolatek, przechodzący wraz ze swoim ojcem obok sklepu z
miotłami. Nagle chłopczyk zatrzymał się.
- Tato! Kupisz mi miotłę? – spytał robiąc przy tym maślane
oczka i uśmiechając się słodko. Wysoki blondyn przystanął i odwrócił się w
stronę syna.
- Rozmawialiśmy już o tym. – odpowiedział, poprawiając
krawat.
- Ale ja tak ładnie proszę. - kontynuował nie spuszczając wzroku z ojca.
- Scorpius, nie. Pierwszoroczni nie mogą posiadać mioteł, a przyszliśmy tu po zakupy do szkoły.- powiedział Draco i spojrzał na potomka. Ten pozostawał nieugięty.
- Ale sam opowiadałeś mi, że Harry Potter miał miotłę na pierwszym roku nauki - powiedział smutno, spuszczając głowę.
- Ale Harry Potter to Harry Potter, dziecko specjalnej troski. A ty Scorpiusie to ty i osobiście dopilnuje, abyś nie łamał zasad regulaminu - powiedział ostro i odwrócił się.
- Idziemy - odpowiedział ruszając przed siebie.
- Muszę być lepszy niż Harry Potter i jego dzieci - powiedział sam do siebie, marszcząc przy tym brwi. Ojciec wtedy docenił by go i kupił wymarzoną miotłę.
- Idziesz czy nie? - z rozmyślań wyrwał go zniecierpliwiony głos ojca. Po chwili chłopiec stał obok nawołującego go mężczyzny i obaj ruszyli prosto do sklepu Olivander'a. Tam młody czarodziej miał wybrać swoją pierwszą różdżkę. Weszli do sklepu rozglądając się. Po wojnie wszystko się zmieniło. Po chwili podszedł do nich właściciel sklepu.
- Witam panie Malfoy, paniczu - powiedział z uśmiechem na twarzy i lekko się ukłonił.
- W czym mogę pomóc? - zapytał po chwili staruszek.
- Poszukuje różdżki dla Scorpiusa. Mam nadzieje, że u pana coś znajdę - oznajmił Dracon i podszedł do lady.
- Tak, tak już się robi. Chodź za mną- Olivander uśmiechnął się ciepło i poszedł na zaplecze. Scorpius podszedł do ojca i czekał na właściciela. Po chwili Scorpius trzymał w swojej dłoni pierwszą różdżkę.
- 10 cali, wiąz i włókno ze smoczego serca - oznajmił wytwórca. Chłopiec ścisnął mocniej magiczny patyk i machnął nim. Nagle wystrzeliły z niego srebrne iskry, które rozprzestrzeniły się po pomieszczeniu i porozbijały szyby. Draco skrzywił się lekko.
- Pokryje wszystkie koszty remontu - powiedział srogo, spoglądając na zdezorientowanego syna. Pan Olivander wyjął kolejną różdżkę i podał ją blondynowi.
- 11 cali, brzoza i włos jednorożca - oznajmił oddalając się od chłopaka. Młody Malfoy machnął lekko różdżką, która w jego dłoni zaczęła świecić. Czekał na wybuch, dźwięk spadających pudełek bądź rozbijanych szyb, ale nic takiego nie nastąpiło.
- Oto Twoja nowa różdżka - powiedział staruszek i uśmiechnął się ciepło. Scorpius uśmiechnięty od ucha do ucha schował ją do kieszeni i wyszedł ze sklepu. Malfoy'owie kierowali się do księgarni ,,Esy i Floresy'' gdzie miała czekać na nich pani Malfoy z Keirą. Weszli do sklepu z książkami i rozejrzeli się po nim w poszukiwaniu reszty swojej rodziny. Na szczęście, a może bardziej na nieszczęście Astoria rozmawiała z Ginny Weasley i Złotym Chłopcem, obok których biegała trójka rozkapryszonych dzieciaków. Oczywiście zdaniem Dracona.
- Mamo, zobacz mam swoją różdżkę - oznajmił Scorpius z dumą wyciągając ją z kieszeni swoich spodni.
- Piękna, przywitaj się - pouczyła go matka
- Dzień dobry państwu - powiedział speszony chłopiec. Draco stał z boku, nie miał zamiaru witać się z okularnikiem ani jego żoną.
- Witaj Malfoy, chciałbyś zasilić moje szeregi i zostać aurorem? - z rozmyślań wyrwał go głos Potter'a, wyciągającego w jego stronę rękę.
- Potter. Pamiętasz jak na pierwszym roku proponowałem Ci w ten sposób przyjaźń? - spytał z cynicznym uśmieszkiem na twarzy.
- Am, nie pomyślałem o tym, wiesz, ale tamte czasy to przeszłość i wiesz no... - zmieszał się bliznowaty i cofnął rękę, przeczesując przy tym swoje włosy.
- Zgadzam się. - oznajmił blondyn.
- Chwila co? - spytał speszony Harry. Draco nie odpowiedział, jedynie wyciągnął w jego stronę rękę. Wybraniec uścisnął ją lekko i tak oboje zakopali wojenny topór, który mimo dawno skończonej wojny trwał między mężczyznami.
Teraźniejszość
Scorpius Malfoy siedział sam w przedziale pociągu Hogwart Express. Nie był już tym samym wesołym chłopcem co parę lat temu. Nie lubił poznawać nowych ludzi. Zadawał się tylko z tymi, którzy byli tego godni. Ale skoro miał swoją elitę to czemu siedział sam? Albus Potter z pewnością był razem ze swoją rodziną, Eleanor Zabini i jego siostra Keira z pewnością siedziały gdzieś z innymi Ślizgonkami. Crabbe i Goyle wyruszyli na poszukiwanie wózka ze słodyczami. Nagle drzwi od przedziału otworzyły się, a do środka weszła niska czarnowłosa dziewczyna w mugolskim ubraniu. Dziwne, wyglądała na 16 lat, a Scorpius nie zauważył u niej krawatu z kolorem jednego z czterech domów. Z rozmyslań wyrwał go głos nowej towarzyszki.
- Mogę się dosiąść? - spytała nieśmiało.
- Jasne - odpowiedział blondyn. Dziewczyna usiadła naprzeciwko niego.
- Jesteś tu nowa? - wypalił po chwili.
- Tak, wcześniej uczyłam się w Dumstrangu.
- Scorpius Malfoy - powiedział speszony chłopak. Skarcił się w myślach za to, że nie przedstawił się wcześniej.
- Ruby Riddle - oznajmiła wesoła nastolatka.
*******************************************************************************
Witajcie kochani!
Oto długo oczekiwany prolog, który miałam dodać wcześniej, jednak nie pozwolił na to ciągły brak czasu. Przepraszam za to i następny rozdział postaram dodać się w porę :)
Pozdrawiam,
Ruby Vine
- Ale sam opowiadałeś mi, że Harry Potter miał miotłę na pierwszym roku nauki - powiedział smutno, spuszczając głowę.
- Ale Harry Potter to Harry Potter, dziecko specjalnej troski. A ty Scorpiusie to ty i osobiście dopilnuje, abyś nie łamał zasad regulaminu - powiedział ostro i odwrócił się.
- Idziemy - odpowiedział ruszając przed siebie.
- Muszę być lepszy niż Harry Potter i jego dzieci - powiedział sam do siebie, marszcząc przy tym brwi. Ojciec wtedy docenił by go i kupił wymarzoną miotłę.
- Idziesz czy nie? - z rozmyślań wyrwał go zniecierpliwiony głos ojca. Po chwili chłopiec stał obok nawołującego go mężczyzny i obaj ruszyli prosto do sklepu Olivander'a. Tam młody czarodziej miał wybrać swoją pierwszą różdżkę. Weszli do sklepu rozglądając się. Po wojnie wszystko się zmieniło. Po chwili podszedł do nich właściciel sklepu.
- Witam panie Malfoy, paniczu - powiedział z uśmiechem na twarzy i lekko się ukłonił.
- W czym mogę pomóc? - zapytał po chwili staruszek.
- Poszukuje różdżki dla Scorpiusa. Mam nadzieje, że u pana coś znajdę - oznajmił Dracon i podszedł do lady.
- Tak, tak już się robi. Chodź za mną- Olivander uśmiechnął się ciepło i poszedł na zaplecze. Scorpius podszedł do ojca i czekał na właściciela. Po chwili Scorpius trzymał w swojej dłoni pierwszą różdżkę.
- 10 cali, wiąz i włókno ze smoczego serca - oznajmił wytwórca. Chłopiec ścisnął mocniej magiczny patyk i machnął nim. Nagle wystrzeliły z niego srebrne iskry, które rozprzestrzeniły się po pomieszczeniu i porozbijały szyby. Draco skrzywił się lekko.
- Pokryje wszystkie koszty remontu - powiedział srogo, spoglądając na zdezorientowanego syna. Pan Olivander wyjął kolejną różdżkę i podał ją blondynowi.
- 11 cali, brzoza i włos jednorożca - oznajmił oddalając się od chłopaka. Młody Malfoy machnął lekko różdżką, która w jego dłoni zaczęła świecić. Czekał na wybuch, dźwięk spadających pudełek bądź rozbijanych szyb, ale nic takiego nie nastąpiło.
- Oto Twoja nowa różdżka - powiedział staruszek i uśmiechnął się ciepło. Scorpius uśmiechnięty od ucha do ucha schował ją do kieszeni i wyszedł ze sklepu. Malfoy'owie kierowali się do księgarni ,,Esy i Floresy'' gdzie miała czekać na nich pani Malfoy z Keirą. Weszli do sklepu z książkami i rozejrzeli się po nim w poszukiwaniu reszty swojej rodziny. Na szczęście, a może bardziej na nieszczęście Astoria rozmawiała z Ginny Weasley i Złotym Chłopcem, obok których biegała trójka rozkapryszonych dzieciaków. Oczywiście zdaniem Dracona.
- Mamo, zobacz mam swoją różdżkę - oznajmił Scorpius z dumą wyciągając ją z kieszeni swoich spodni.
- Piękna, przywitaj się - pouczyła go matka
- Dzień dobry państwu - powiedział speszony chłopiec. Draco stał z boku, nie miał zamiaru witać się z okularnikiem ani jego żoną.
- Witaj Malfoy, chciałbyś zasilić moje szeregi i zostać aurorem? - z rozmyślań wyrwał go głos Potter'a, wyciągającego w jego stronę rękę.
- Potter. Pamiętasz jak na pierwszym roku proponowałem Ci w ten sposób przyjaźń? - spytał z cynicznym uśmieszkiem na twarzy.
- Am, nie pomyślałem o tym, wiesz, ale tamte czasy to przeszłość i wiesz no... - zmieszał się bliznowaty i cofnął rękę, przeczesując przy tym swoje włosy.
- Zgadzam się. - oznajmił blondyn.
- Chwila co? - spytał speszony Harry. Draco nie odpowiedział, jedynie wyciągnął w jego stronę rękę. Wybraniec uścisnął ją lekko i tak oboje zakopali wojenny topór, który mimo dawno skończonej wojny trwał między mężczyznami.
Teraźniejszość
Scorpius Malfoy siedział sam w przedziale pociągu Hogwart Express. Nie był już tym samym wesołym chłopcem co parę lat temu. Nie lubił poznawać nowych ludzi. Zadawał się tylko z tymi, którzy byli tego godni. Ale skoro miał swoją elitę to czemu siedział sam? Albus Potter z pewnością był razem ze swoją rodziną, Eleanor Zabini i jego siostra Keira z pewnością siedziały gdzieś z innymi Ślizgonkami. Crabbe i Goyle wyruszyli na poszukiwanie wózka ze słodyczami. Nagle drzwi od przedziału otworzyły się, a do środka weszła niska czarnowłosa dziewczyna w mugolskim ubraniu. Dziwne, wyglądała na 16 lat, a Scorpius nie zauważył u niej krawatu z kolorem jednego z czterech domów. Z rozmyslań wyrwał go głos nowej towarzyszki.
- Mogę się dosiąść? - spytała nieśmiało.
- Jasne - odpowiedział blondyn. Dziewczyna usiadła naprzeciwko niego.
- Jesteś tu nowa? - wypalił po chwili.
- Tak, wcześniej uczyłam się w Dumstrangu.
- Scorpius Malfoy - powiedział speszony chłopak. Skarcił się w myślach za to, że nie przedstawił się wcześniej.
- Ruby Riddle - oznajmiła wesoła nastolatka.
*******************************************************************************
Witajcie kochani!
Oto długo oczekiwany prolog, który miałam dodać wcześniej, jednak nie pozwolił na to ciągły brak czasu. Przepraszam za to i następny rozdział postaram dodać się w porę :)
Pozdrawiam,
Ruby Vine
sobota, 2 maja 2015
Spamownik
Pod tym postem możecie zareklamować swoje blogi. Jeśli opisy mnie zaciekawią to w wolnej chwili na pewno na nie zajrzę i pozostawię po sobie ślad :)
Pozdrawiam
Ruby Vine
Pozdrawiam
Ruby Vine
Subskrybuj:
Posty (Atom)


